Centrum wszechświata.


kałuża pełna mirabelek

Na biurku leżą cytryny, żeby wieczory nie były za słodkie. Obok biały, śliski, prostokątny kształt. Zdobycz i utrapienie. Nie wiem, za co się łapać. Biorę cytrynę, wciskam do dzbanka wody i wychodzę, kiedy ten wibruje w najlepsze.

Kupiłam nowy telefon. Zmusiły mnie do tego okoliczności, a w zasadzie brak sprzyjających okoliczności naprawy. Mój wcześniejszy, ledwo uszkodzony, z dnia na dzień okazał się nienaprawialny. XXI wiek, czego się spodziewałam. Średniowiecze i kultura naprawiania rzeczy zepsutych nie wrócą i próżno wyczekiwać, że dadzą Ci młotek, skoro możesz kupić nowe krzesło. Chyba że wyspecjalizujemy się w podróżach w czasie, ale póki co na to za wcześnie. Za wcześnie albo za późno, nigdy na czas.

Nowy telefon mam od trzech dni i już wyrasta ze mnie dorodny narcyz. Mały, niepozorny, niewinnie biały. Lśni dużym przyciskiem, zachęca do kontaktu. Ale jak już, to bombarduje przypomnieniami, powiadomieniami, kto mi pisze na WordPressie, kto na Facebooku, kto…

View original post 93 słowa więcej

Advertisements