Gadnalf Szary


Gandalf Szary 2

Niedziela była rzeczywiście bardzo przyjemna.

Po wielu staraniach i wyjaśnianiach sensu wyjazdu (i chyba w ogóle życia), udało nam się w końcu dograć i wyjechać około południa nad jezioro do lasu. Pogoda była trochę zmienna i tylko kilka godzin udało nam się biwakować. Za to oczywiście w pięknym, sosnowym lesie . Zabraliśmy także przyjaciółkę córki, miła i sympatyczna dziewczyna i córka miała towarzystwo, a my trochę oddechu.

Wybraliśmy się z synem na wycieczkę do lasu, nasze polskie lasy sosnowe są chyba jednymi z najpiękniejszych                  i najbardziej klimatycznych lasów w Europie, a na pewno nam podobają się najbardziej. Oczywiście syn właził na wszystkie górki, chodził ze znalezioną w lesie gałęzią (właściwie to nie wiem po co, ale od maleńkości zawsze znajdował różne kije i z nimi chodził – taki mały Gandalf Szary). Próbowaliśmy pograć w badmintona, lecz zerwał się wiatr i niewiele z tego wyszło. Później syn zajął się dokuczaniem siostrze i jej koleżance  i gonitwami za swoimi butami wyrzucanymi przez siostrzyczkę i właściwie dzieciaki miały z tego największą frajdę w trakcie całego pikniku. W jeziorze dzieciak nie bardzo chciały się kąpać – woda była trochę zimna.

Jeżeli chodzi o prowiant, to zabraliśmy z domu soki owocowe, zielony groszek, drożdżówkę (smaczną i wielką), słonecznik, śliwki – taki piknikowy koszyk. Nad jeziorem zawsze chce się jeść, a takie lekkostrawne jedzenie smakuje bardzo. Obiad mieliśmy zjeść barze nad jeziorem, lecz pogoda zaczęła się psuć (deszcz i chmury popsuły niebo) i nie zdążyliśmy tego zrobić. Na obiad wróciliśmy do domu – mieliśmy pierogi mięsne od babci (żona przywiozła w sobotę)   i każdy chętnie je zjadł.

Najwięcej pracy Kogut domowy w czasie wyjazdu ma z pilnowaniem dzieci. Jest to ogromna odpowiedzialność, a jednocześnie dzieci są już na tyle duże, że trzeba dać im sporo swobody. Należy mieć oczy dookoła głowy i nawet jak człowiek się wyluzuje, to i tak musi uważać. Dobrze jest wybierać miejsca ogrodzone płotem i z wyznaczonymi kąpieliskami i ratownikiem. Trochę to pomaga w pilnowaniu, a i dzieci czują się też bezpieczniej i swobodniej. Oczywiście nie zwalnia to Koguta domowego od swoich obowiązków.                                                                                         Za to mniej ma pracy z przygotowywanie posiłków.                                                                                                                Trzeba także całą rodzinę zawieźć i przywieźć samochodem. Pracy w domu jest znacznie mniej, ale odpowiedzialność zdecydowanie większy.

Po południu zaczął padać ulewny deszcz, zerwała się wichura i właściwie dzieci spędziły czas w domu, tylko córka poszła na chwilę do koleżanki. Na kolację żona przygotowała pyszną sałatkę z sałaty, szczypioru i śmietany, dzieci zjadły same warzywa – sałatę, pomidory, ogórki, cebulkę. Do tego oczywiście polędwica, jogurt dla odmiany czekoladowy.

Wieczorem posprzątałem po kolacji jadalnię i kuchnię, wyrzuciłem śmieci  i mogłem zająć się swoim projektem.

Żona czytała książkę, syn grał na komputerze, córka rozmawiała przez telefon (od kiedy ma nielimitowane rozmowy telefoniczne, to stała się bardzo rozmowna).                                                                                                                                    I tak upłynęła nam wakacyjna niedziela.

 

Pozdrawiam

 Kogdom

Advertisements