Wyjazdowe


12. Colors of the world

28 lipca 2015

Dzisiaj jest wtorek, a ja zacznę trochę niekonwencjonalnie od piątku – mój weekend też był inny niż zwykle.

Zrobię tylko krótkie streszczenie mojej pracy Koguta domowego, tak aby zgadzały się raporty codzienne.

Piątek: dzień gospodarczy, oczywiście sprzątanie domu, aby na weekend było czysto. Po południu zamówiliśmy pizzę (przy sprzątaniu ciężko jest ugotować obiad, a poza tym, jak jest czysta kuchnia, to człowiek chce się tą czystością chociaż jedno popołudnie nacieszyć. Wieczorem pograłem z synem w badmintona, było w miarę bezwietrznie oraz trochę w koszykówkę.

Sobota: rano poszedłem do sklepu spożywczego po świeże wędliny i jogurty, piekarni po świeżutkie bułeczki i chleb. Jako, że sobota, to wybrałem się także na targ po świeże pomidory, ogórki, cebulę, czereśnie, wiśnie, śliwki.           Pogoda jest w kratkę, więc trzeba nacieszyć się latem w kuchni. Na targu warzywa i owoce są świeże i nasze krajowe, więc z przyjemnością wszyscy je zjadamy. Kolory lata mamy chociaż na stole.

W południe wyjechałem do mojego starego przyjaciela (od czasów licealnych) na męski weekend. I to była główna atrakcja weekendu, ponieważ pierwszy raz od kiedy prowadzę dom, spędziłem jeden dzień sam i na swój sposób. Zawsze wyjeżdżamy razem z dziećmi, więc dla mnie to był niezapomniany weekend. Pojechałem samotnie i miałem wolne od domowych obowiązków. Raczej zachowam w pamięci wydarzenia weekendu – był świetny i udany męski wieczór (każdy może sobie sam ułożyć ciąg wydarzeń, bo ja specjalnie nie odbiegałem od przyjętych standardów męskich wieczorów. Nawet powiem, że celem był tradycyjny sposób spędzenia czasu w przyjacielskim gronie).             Do domu wróciłem w niedzielę późnym wieczorem. Mogę śmiało napisać, że miałem po raz pierwszy od ośmiu lat prawdziwe wychodne (a nawet wyjazdowe).

Poniedziałek: łapałem oddech po moim wyjeździe. Jednak obowiązki Koguta domowego nie pozwalają na zbyt długi wypoczynek. Rano zrobiłem zakupy w sklepie spożywczym, przygotowałem śniadanie i drugie śniadanie żonie. Na obiad ugotowałem mięsko duszone w sosie pomysłu mojej żony (bardzo smacznego zresztą) z młodymi ziemniaczkami i koperkiem. Wieczorem na kolację miałem jeszcze zapas warzyw od soboty – pomidory, ogórki, cebulka. Do tego była smaczna polędwica i kiełbasa z naszego sklepu. Wieczorem jeszcze posprzątałem jadalnię i kuchnię i miałem już czas na wypoczynek.

Po południu grałem z synem w badmintona, udało nam się pograć prawie godzinę – przestał wiać wiatr i była przyjemna temperatura powietrza do tej gry.

Córka oczywiście biegała na placu zabaw i boisku ze swoim towarzystwem.

I tak dzisiaj już jestem na pełnych obrotach. Praca Koguta domowego wymaga dużego tempa i nie daje czasu na wytchnienie. Ale dzisiaj już jestem pełen werwy i energii na ten tydzień.

Miłego tygodnia.

Kogdom

 

Reklamy