Powakacyjny szok


P1040267

28 sierpnia 2015

Powakacyjny szok

We wtorek wróciliśmy z wakacji, dzisiaj jest piątek, a ja jeszcze organizuję sobie pracę. To się nazywa powakacyjny szok. Mam nadzieję, że do jutra już dojdę do siebie i organizacja pracy domu będzie już przebiegała bez zakłóceń.

Ale szok szokiem, a dom po powrocie trzeba prowadzić. We wtorek zrobiłem niewielkie zakupy w naszym osiedlowym sklepie – jogurty, wędlinę i soki dla dzieci. Żona rozpakowała na szczęście walizki (trzy wielkie i ciężkie) i zrobiła pranie. Po południu zamówiliśmy pizzę, a na kolację kupiłem jogurty.

Środa była już aktywna. Rano zrobiłem zakupy w sklepie spożywczym i piekarni, poszedłem na targ, chociaż były tylko trzy stragany, to i tak warto było się wybrać. Kupiłem świeże pomidory, ogórki, cebulkę, śliwki i gruszki.

Przygotowałem żonie śniadanie i drugie śniadanie do pracy (jej urlop już się niestety skończył). Pojechałem także do marketu zrobić niewielkie zakupy. Uzupełniłem lodówkę – przed wyjazdem wszystko zjedliśmy i trzeba od nowa zrobić zaopatrzenie lodówki. W czasie wakacji dzieci więcej jedzą w domu, w roku szkolnym jedzą obiady w szkole, a w czasie wakacyjnym trzeba im przygotować dodatkowy posiłek i zdrowe przekąski z owoców i jogurtów w ciągu dnia.

Po zakupach pojechałem do księgarni po dwa brakujące podręczniki dla córki (były zamówione przed wyjazdem i czekały na mnie) oraz na myjnię umyć samochód. Dzielny samochodzik czekał na nas dwa tygodnie na parkingu i zdążył się nieco zakurzyć. Zresztą lubię mieć czysto w samochodzie.

Na obiadokolację usmażyłem kiełbaski na boczku i podałem z surówką z pora i kapusty, na kolację żona przygotowała pyszne kanapki z polędwicą i warzywami.

Dzieci zajęły się odsypianiem wakacji, a córka cały dzień spędziła na podwórku, oczywiście przychodziła na posiłki. Syn nabiera sił w domu.

Czwartek zaczął się już standardowo. Rano zrobiłem zakupy w piekarni i sklepie spożywczym, przygotowałem żonie śniadanie i drugie śniadanie

Śniadanie (jagodzianka, jogurt, polędwica i sok owocowy) dla dzieci przygotowałem o dziesiątej, po powrocie już chyba zregenerowały siły i wstają zdecydowanie wcześniej.

Na obiad upiekłem polędwiczki z kurczaka z surówką. Po dwóch tygodniach żywienia w hotelu, stęskniliśmy się za naszymi domowymi posiłkami i wszyscy (nawet kapryśna córeczka) zjadamy je z apetytem. Mam nadzieję, że tego apetytu wystarczy na dłużej. Chociaż nie mogę narzekać. Dzieci jedzą chętnie warzywa, owoce, wędliny, jogurty i twarogi, a na obiad lubią często ryż i makaron z dodatkami.

W czwartek doszedłem już do siebie po zarwanej nocy w podróży, mogłem także pracować przy moim projekcie internetowym oraz spokojniej wypełniać obowiązki Koguta domowego.

Dzisiaj jest piątek i mój dzień gospodarczy – sprzątanie domu. Myślę, że pójdzie mi sprawnie, przez te trzy dni od naszego powrotu nie zdążyliśmy zbyt wiele nabałaganić.

Miłego piątku weekendu początku.

Kogdom

 

Advertisements